wspomnienia z Indii

Jarek Chybicki wrócił z wyprawy do Indii. Poniżej pierwsze wspomnienia Jarka z Dharmasali. Dalsze będzie dodawał sukcesywnie.

McLeod Ganj (wymawiano to mniej więcej jak: maklogandżi) jest miasteczkiem położonym nieco wyżej niż Dharmasala, na północy Indii, jakieś 550 kilometrów od Delhi. Można tam dojechać z Delhi na dwa sposoby: pociągiem do miejscowości o nazwie Panthankot (jedzie się jakieś 12 godzin), a potem auto-busem lub taksówką (ze trzy godziny jazdy). Albo też bezpośrednio autobusem. Orientacyjnie podam ceny: pociąg jakieś 1200 rupii, podobnie taksówka. Spałem w bardzo luksusowym hotelu, jednym z droższych (w innych miejsc nie było, bo okres wykładów HH DL jest bardzo gorący) i doba kosztowała 1100 rupii. Porządne jedzenie w knajpie to 150 – 200 rupii posiłek. 1000 rupii to mniej więcej 80 złotych. Widać, że taniej niż w Polsce, sądzę, że ze dwa razy. Zarówno noclegi jak i jedzenie (w zasadzie wszystko oprócz przejazdów) może być znacznie, znacznie tańsze.

O ile dobrze zrozumiałem to raz Dharmasala, raz McLeod Ganj jest nazywane małą Lhasą. Zresztą obydwie miejscowości są w zasadzie jedną, McLeod Gnaj nazywane jest Upper Dharmasala. Aczkol-wiek główna siedziba zarówno rządu tybetańskiego na uchodźstwie jak i samego Jego Świątobliwości Dalaj Lamy to McLeod Ganj. W tym mieście jest świątynia, w której mieszka, przyjmuje gości i daje wykłady Jego Świątobliwość Dalaj Lama. Właściwie nikt nie mówi tam: „Dalaj Lama”, wszyscy zaś His Holiness czyli Jego Świątobliwość.

Wykłady polegały na tym, że HH czytał dwie książki na zmianę, a następnie je komentował. Pierwsza z książek to życie Milarepy, chyba pod takim właśnie tytułem. Druga zaś „Bodhisattwas way of life” oby-dwie książki są przetłumaczone na angielski (tę drugą udało mi się kupić), a większość ludzi miała je ze sobą. HH czytał swoje wykłady śpiewnie, po tybetańsku, a tłumaczenie odbywało się poprzez radyjko, które każdy miał mieć ze sobą. Tłumaczono na angielski, hiszpański, a w ostatnie dni pojawiło się tłumaczenie na rosyjski. Niestety mój angielski był zbyt słaby (lub tłumacz zbyt skomplikowany i tylko dla native speakers), że rozumiałem niewiele. HH podczas czytania głośno wciągał ślinę, wzdychał, odkrztuszał ślinę i wydawał inne dźwięki zwielokrotniane przez megafony. Potem zauważyłem, że w zasadzie wszyscy Tybetańczycy postępują podobnie np. podczas jedzenia. Więc nic niezwykłego, ale początkowo brzmiało to egzotycznie.

Audytorium po połowie składało się z turystów zachodnich i Tybetańczyków. Turyści zachodni byli bardzo kolorowi, tzn. nazwałbym ich generacją „dzieci kwiatów” gdyby nie to, że to określenie jest już zarezerwowane. Innymi słowy „zachodni” ubierali się podobnie, ubierali się jak hippisi – niemal wszyscy w ten właśnie sposób. Tybetańczycy zaś ubrani byli w swoje zwykłe stroje, co będzie być może widać na kilku zdjęciach.

Przed wejściem na wykłady była bardzo szczegółowa kontrola ze względów bezpieczeństwa, w końcu HH jest nie tylko duchowym przywódcą Tybetu. Trzeba było też mieć specjalną wejściówkę dość łatwą do zdobycia, ja jednak miałem trochę kłopotów ponieważ posiałem paszport, ale się udało. Z tych powodów nie mam żadnych zdjęć ani nagrań. Mam nadzieję, że wykłady te można będzie wkrótce znaleźć necie. Podaję jeden z możliwych adresów: http://www.dalailama.com/ . A zestaw wykładów pod adresem: http://www.dalailama.com/page.128.htm . Są tu zarówno wykłady jak i video, więc nie miałem po co próbować nagrywać, wszystko dostępne i to za darmochę.

teksty: